czwartek, 12 czerwca 2014

1 "What te hell am I doing here"

     Przed przeprowadzką nie spodziewałam się, że w Queens może być tak miło i kolorowy tym bardziej w mojej okolicy znajdującej się niebezpiecznie blisko Bronx. A nawet i miałam nadzieję, że tak nie będzie, bo tym bardziej nie umiem się dostosować choćby kolorystycznie do otoczenia. Większość moich ubrań jest w ciemnych kolorach. Bordowe, granatowe, szare i czarne. Ok ok jako dziewczyna oczywiście posiadam też kilka kolorowych bluzek ale to chyba i tak za mało. Ale posiadam też jedną sukienkę* oczywiście czarną, ale dostałam ją od cioci na urodziny. Nie mogę się nawet kolorystycznie dopasować do mojego blado różowego pokoju, który przyznam jest całkiem fajny, bo duży. Najbardziej podoba mi się łóżko, które w dzień mojego przyjazdu miało pościel w moim ulubionym kolorze- bordowym. Ciotka jest straszną paniusią, bo w końcu jest projektantką mody. W dodatku jest starą panną co świadczy o jej opiekuńczym zachowaniu. Rozumiecie to, ze ona mi od tygodnia przynosi śniadanie do pokoju?! Nie mówię, że mi się to nie podoba no ale... niech mi da trochę samodzielności i tym bardziej prywatności, bo wchodzi sobie do już mojego pokoju zdecydowanie za dużo razy. Ale tym bardziej się tak zachowuje, kiedy po prostu nie chce z nią rozmawiać, więc ona się martwi bardziej niż powinna. Na prawdę nie jestem aż taką desperatką, na którą wyglądam i nie robię sobie krzywdy. Jak byłam mała dziewczynką, jeszcze wtedy z rodzicami jak byłam w wesołym miasteczku byłam ubrana cała na różowo.

*Flash back*

-Mamo a dlaczego trawa jest zielona a nie na przykład różowa? 
-Takie są już prawa natury córciu.-Zaśmiała się kobieta około trzydziestu lat. Trzymała się za rękę z starszym o maksimum pięć lat mężczyzną. Wyglądali na szczęśliwą parę.
-Ja jak będę duża to zrobi różową trawkę i będę mogła mieć różowy ogródek z takimi pięknymi różyczkami! I będę się w tym ogródku bawiła z moim różowym pudelkiem. Ciocia mi kiedyś obiecała, ze mi kupi różowego pudelka.
-Pewnie córciu ty będziesz miała wszystko różowe.-Zaśmiał się mężczyzna, podając małej dziewczynce ubranej w różowa sukieneczkę i różowe buciki, i z blond kręconymi włosami spiętymi w wysokie kucyki przyozdobione różowymi wstążeczkami, watę cukrową i oczywiście żeby nie było również różową.

*End*

     Mimo tego całego różu zawartego w tym wspomnieniu, bardzo lubię sobie o nim myśleć. Zawsze zadawałam głupie pytania i ogólnie dużo mówiłam. Do wypadku. Rodzice zginęli kiedy miałam 10 lat. Później wychowywali mnie dziadkowie aż do kiedy się przeprowadziłam do ciotki. Tak to jest ta ciotka, która mi obiecała różowego pudla. Fuj nie wyobrażam sobie teraz tak z takim pudlem na spacery chodzić.
Już w na początku tego tygodnia miałam iść do nowej szkoły ale ciocia się zgodziła abym mogła iść dopiero jutro. W zamian pomagałam jej w projektowaniu młodzieżowej odzieży. Ciocia ma w planach założyć swoja własną sieć sklepów z modą i myślę, ze już będzie jego otwarcie jeśli dobrze pójdzie to w następnym miesiącu..
     Miesiąc temu skończyłam 18 lat ale nic to nawet nie zmieniło w moim życiu. Dalej jest tak jak było. Nudno. Nie sorry cofam. Zyskałam 500 dolców i kilka lekcji jazdy autem. Jak dobrze pójdzie już za kilka miesięcy może 6 albo nawet 5 będę miała prawko. A auto kupię sobie, za pieniądze, które zarobie u cioci w sklepie, jeśli wszystko wypali. A mam nadzieję, że wypali.
     Jest godzina 18 a ja mimo mojej natury lenia postanowiłam iść się przejść po mieście. Nie szczególnie lubię ludzi ale lubię móc sobie iść powoli kiedy wszyscy wokół mnie się śpieszą. Czuję się wtedy jak w slow motion**. Oczywiście nie wiele to zmieni ale ubrałam coś co nie wyróżniało by mnie z tłumu. Czyli czarne rurki i krwisty top z nadrukiem "Don't talk to me". Do tego ubrałam czarne wysokie converse a moje teraz już czekoladowe nadal kręcone włosy związałam w koński kucyk. Wzięłam swój telefon i wsadziłam słuchawki do uszu wychodząc z domu.

~*~
    Szłam pełnymi ulicami powoli, wsłuchując się w brzmienie strun gitary akustycznej piosenki, która leciała w moich słuchawkach. Kiedy dalej podążałam w dół ulicy i piosenka się skończyła, nadal słyszałam gitarę akustyczną. Wyłączyłam następującą kolejną piosenką i ruszyłam w stronę skąd słyszałam muzykę. Na schodach ratusza siedział jakiś chłopak grając na gitarze. Chwilę mu się przyglądając słuchając gdy z każdą chwilą dodawał słowa tworząc naprawdę świetną piosenkę. Patrzyłam na niego i słuchałam słowa piosenki, której nie kojarzyłam i delikatnie się uśmiechałam. Chłopak kiedy się zorientował, że go obserwuję również na mnie spojrzał swoimi miodowymi oczami i również lekko się uśmiechną. Tak delikatnie, że ledwo dało się to zauważyć. Kiedy skończył podeszłam do futerału z gitary, w którym leżało kilka centów i wyciągnęłam pieniądze, które na wszelki wypadek ze sobą wzięłam i rzuciłam mu wszystko co miałam. To było chyba 15 dolarów. I jak gdyby nigdy nic odeszłam. Ponownie włączyłam muzykę i w słuchawkach rozbrzmiała piosenka Lykke Li. Po kolejnych 30 minutach wróciłam do domu. Od razu po wejściu poszłam do łazienki wziąć prysznic i spakować te cholerne książki. Dzisiaj pierwszy raz od dłuższego czasu nie poszłam do kościoła. Na prawdę nie wierzyłam, że aż takie lenistwo może mnie ogarnąć.

~*~
Po godzinie czytania wyjątkowo nudnej książki usłyszałam krzyk z dołu domu.
-Lo! Zejdź na chwilę.-usłyszałam głos ciotki z dołu. Ona uwielbia mnie nazywać Lo. Nie mam pojęcia dlaczego. Zeszłam leniwie po schodach i ujrzałam całą jak zwykle różową ciocię stojącą w otwartych drzwiach frontowych.
-Co jest?-zapytałam zakrywając ręką usta przy ziewaniu.
-Muszę wyjechać na dwa dni, i mam do Ciebie prośbę...
-Co jak to wyjechać?- No tak ja jestem dla wszystkich, nikogo nie ma dla nie. Nigdy.
-Wrócę jak najszybciej obiecuję... tylko proszę Cię, zebyś poszła do tej szkoły okej?
-Jasne tylko problem w tym, ze nie mam zielonego pojęcia gdzie ta szkoła jest.-Ciotka trochę się skrzywiła.-Powiesz mi? Jakoś dojdę...
-Nie.-szybko się odezwała, jakby coś urwała. To jakiś wonderland pieprzony, ze nie może mi powiedzieć czy jak?-Rano przyjedzie po Ciebie taksówka i Cię zabierze do szkoły.-powiedziała stanowczo.
-Ale ja sama mo-
-Powiedziałam nie.-Przerwała mi i westchnęła.- Trzymaj.-Ciocia podała mi 100 dolarów. Whoa! zaszalała. Nie będzie jej przez dwa dni i nie potrzebuję, aż tyle kasy, ale najwyżej odłożę sobie na wakacje. Które szczęśliwie są za 6 miesięcy. Uhu!(sarkazm).
-Jasne...-powiedziałam zabierając pieniądze i żegnając się z ciocią.

~*~
   Prędko zabrałam rzeczy z podłogi i zbiegłam na dół, gdy usłyszałam dźwięk klaksonu. Wzięłam klucze i szybko zamknęłam drzwi. Wsiadłam do taksówki i przywitałam się ze starszym kierowcą. Siedziałam lekko spięta w aucie i rozglądałam się dookoła okolicy. Szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia i spojrzałam na kierowcę gdy ujrzałam tablicę z napisem "Bronx".
-Przepraszam, ale chyba pan pomylił drogi.-powiedziałam z nadzieją, że rzeczywiście pomylił trasę.
-Nie nie panienko. Jedziemy dobrze. Kazano mi Ciebie tu przywieźć.
-Ale przecież... Nie to musi być pomyłka.-Powiedziałam gdy kierowca zatrzymał auto pod budynkiem w okół, którego roiło się od młodzieży. Dziewczyny miały skąpe stroje, a mój przy nich wyglądał jak zakonnicy. Czarne spodnie i ciemno zielona bokserka uwydatniająca mój nie kolosalnych rozmiarów biust.
-Napewno to tu. Nie bój się panienko. Jeśli chcesz możemy po Ciebie przysłać taksówkę zaraz po tym jak skończysz lekcje.-Kiwnęłam głową.
-Kończę o 13.15. Do widzenia.-Powiedziałam wychodząc z auta. Taksówka odjechała a wszyscy się gapili na mnie jakbym miała trzy głowy. Za 3 minuty jest dzwonek ale muszę zadzwonić do cioci i wszystko wyjaśnić.
-Halo?
-Co to do jasnej cholery ma znaczyć?
-Lo...
-Co Lo? Co Lo? Nie mogłaś mi powiedzieć? Przynajmniej bym się jakoś nastawiła na to?
-Wiem, wiem....
-Możesz mi powiedzieć czemu do jasnej cholery tu jestem?-Mówiłam głośno, ale nie byłam wkurzona tylko bardziej bałam się tego co miało za chwilę nastąpić. Zadzwonił dzwonek i niektórzy zaczęli się zbierać, ale nie szczególnie się im śpieszyło, więc mi tym bardziej.
-Kochanie jutro Ci wszystko wyjaśnię. A teraz idź na lekcję.-Westchnęłam.
-Okej tylko powiedz mi jeszcze, o której jutro będziesz?
-Koło 16 nie martw się. Trzymaj się, wszystko będzie okej.-Pocieszyła mnie no rzeczywiście... Rozłączyłam się i ponownie westchnęłam. Ręce mi się trzęsły w tej chwili jak galareta. Albo jak w tej chwili gdy zasłabłam na WF-ie. Fuj. Weszłam do szkoły i po drodze usłyszałam. "Patrzy nowa biała" "Co to gówno tu robi?", "Te, patrz jakieś emo przyszło do naszej szkoły." Tak... nie będzie ten dzień należał do najlepszych. Kiedy otworzyłam klasę zakręciło mi się w brzuchu. Wszyscy gadali. Gadali o mnie, ale nawet nie odważyłam się spojrzeć na moją przyszłą klasę.
-Dzień dobry.-powiedziałam cicho podchodząc do biurka nauczyciela.
-Oh witaj. Jesteś nowa tak?-Kiwnęłam głową i przełknęłam gulę w gardle.-Może się nam przedstawisz?- No dzięki. Poprawiłeś mi dzień panie czarny. Popatrzyłam na klasę ale nikomu się nie przyjrzałam, bo bałam się trafić na ich zabijające spojrzenia.
-Ugh.. Um..- Nie umiałam nic wydusić.- Ja...
-Język Ci ucięli?-Zaśmiał się jakiś chłopak, a obok niego siedział ten chłopak grający wczoraj na gitarze.
-Zamknij się Josh.-Syknął chłopak od gitary.
-Co ty stary? Bronisz nowej białej?-zdziwił się jak już wiem Josh.
-Nie widzisz kurwa, że się boi?-Chłopak podniósł głos.
-Chłopcy...-Nauczyciel się wtrącił.-Kontynuuj proszę.-Ponownie zwrócił się do mnie.
-Um... Nazywam się Love i mieszk-
-Jak się nazywasz?! Love? Hahaha co to za imię!-Powiedziała jakaś dziewczyna a cała klasa się głośno zaśmiała łącznie z nim, ale on zaśmiał się delikatnie tak samo jak jakaś dziewczyna, a nie tak jak reszta- głośno i kpiąco. Spuściłam głowę i patrzyłam na swoje strasznie ciekawe buty. Nauczyciel ponownie uciszył klasę z powodzeniem dopiero za trzecim razem, gdy zagroził wszystkim kozą.Spojrzałam błagalnym wzrokiem na nauczyciela, aby zakończył moje tortury i pozwolił mi usiąść. Na szczęście się zlitował. Usiadłam do pierwszej ławki, która jako jedyna była wolna, bo ta klasa jest wyjątkowo mała.
    Kiedy zadzwonił dzwonek, szczerze nawet mi się nie spieszyło żeby wyjść stąd, niestety musiałam. Na korytarzu wszyscy komentowali mój wygląd i się śmiali ze mnie. Chciałam jak najszybciej znaleźć kolejną klasę ale stanął przede mną Josh z kilkoma koleżkami., chciałam ich wyminąć ale mi na to nie pozwolili.
-Gdzie Ci się tak śpieszy Love?-zakpił Josh gdy wypowiadał moje imię.
-Na lekcję.-powiedziałam cicho.
-Jeszcze jest przerwa kochanie.-Zrobiło mi się nie dobrze gdy powiedział do mnie kochanie po czym się do mnie przybliżył.-Chodź ze mną...-powiedział wsuwając rękę w moje włosy. Brzuch mnie ponownie dziś zakręcił. Spuściłam głowę i spięłam każdy możliwy mięsień mojego ciała.
-Josh co ty kurwa robisz?! Nie wyraziłem się jasno?-Usłyszałam warknięcie za swoimi plecami, a chłopak natychmiast wziął ode mnie swoje ohydne łapska.
-Stary wyluzuj. Szybko ją przelecę i już Ci ją oddaje.-zaśmiał się głupio razem ze swoimi kolegami.
-Nie jestem rzeczą.-powiedziałam cicho ale stanowczo.
-Oo... biała ma język.-Podeszła ta jędza z klasy do boku Josha.-Chłopak od gitary staną przede mną i zaczął krzyczeć na swojego kolegę. Chwilę później wszystko się rozmyło a ja zleciałam na podłogę. Chłopaki przestali na siebie krzyczeć, a widownia była nie mała. Bezimienny obrońca szybko uklęknął a ja podniosłam się do pozycji siedzącej i złapałam za głowę.
-Nic Ci nie jest?-Wstałam powoli z podłogi raz przytrzymując się chłopaka, rozejrzałam się dookoła i wybiegłam na chwiejnych nogach ze szkoły. Oparłam się o zimny budynek i odetchnęłam z lekką ulgą. Po chwili chłopak zjawił się przy mnie.-Chodź, musisz iść do pielęgniarki.
-Nie.-Powiedziałam szybko.-Ja.. pójdę do domu, dzięki.-Powiedziałam i odepchnęłam się od muru i ruszyłam przed siebie.
-Że na nogach?-odwróciłam się żeby na niego spojrzeć. Kiwnęłam głową.-Nie ma mowy. Zawiozę Cię.-podszedł do mnie.
-Nie ja... ja dojdę. Jakoś...
-No chyba Cię coś boli.-Prychnął
-No właściwie...
-Chodź.-Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę czarnego Jeepa. Otworzył mi drzwi i mnie lekko wepchnął do auta. Nie chcę, żeby mnie odwoził. Nie musi znać mojego adresu. Nie znam go nawet ale wiem, ze jest uparty jak osioł. Chwilę później już chłopak odpalał silnik.-Gdzie?
-Uh... na Queens...
-Konkretniej...?-Przewrócił oczami
-Tam gdzie grałeś na gitarze.
-Jasne...-Chłopak ruszył i jechaliśmy w ciszy przez całą drogę. W końcu gdy już byliśmy na miejscu i chłopak się zatrzymał odpięłam pas i otworzyłam drzwi.
-Dzięki.-Powiedziałam wychodząc.
-Love?-popatrzyłam na niego pytająco. Już chciałam się znaleźć w domu.-Nie bój się go. On jest idiotą.-posłałam mu lekki uśmiech.-Będziesz jutro? Mam nadzieję, ze nie zraziliśmy Cię do tego stopnia, że już nigdy nie wrócisz.-Również się uśmiechnął.
-Będę.-powiedziałam po czym odeszłam w stronę domu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*sukienka
 **slow motion- zwolnione tempo

1 komentarz:

  1. Spoko ale strasznie szybko się rozkręca. Ale też fajnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń