Wyszłyśmy na dwór a Vanessa zapaliła papierosa. Nie wiem co się jej stało bo mi też zaproponowała. Nie odmówiłam. Wzięłam papierosa do ust i odpaliłam zapalniczką, którą dziewczyna podstawiła mi pod nos. Zaciągnęłam się dymem i po chwili go wypuściłam.
-O czym chcesz pogadać?-zaczęłam
-Początkowo chciałam Cię ponownie ochrzanić.-A to mi nowość.-Pewnie nawet wiesz, że o Justina.-Yhym...-Ale widziałam was już na początku jak się wyrwałaś od niego i mogę z bólem serca stwierdzić, że źle Cię oceniłam. Znaczy nie powinnam na Ciebie naskakiwać. Po prostu, bałam się, że mi odbierzesz Justina.-Aha i dlatego postanowiła na mnie nawrzeszczeć i mnie ciągnąć za włosy. Nie wiem czy się nie mylę ale chyba ma nierówno pod sufitem.
-Rozumiem, zazdrość rządzi się swoimi zasadami.-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem zaciągając się papierosem.
-Nie byłam zazdrosna.-szybko dodała również zaciągając się dymem.
-Cokolwiek.
-To, że Cię przeprosiłam...
-E e e. Poprawka, nie przeprosiłaś tylko powiedziałaś, że się myliłaś.-szybko jej przerwałam i znów zaciągnęłam się dymem.
-Nie ważne...-przewróciła oczami.- Cokolwiek... to nie znaczy, że Cię lubię.-dziewczyna dziwnie gestykulowała rękoma.
-I Vice versa.-powiedziałam po czym rzuciłam niedopałek na ziemię i wróciłam do środka. Od jutra wracam do starego życia. Chyba. Weszłam do pomieszczenia, w którym wcześniej się znajdowałam i uderzył mnie mocny zapach alkoholu, dymu i potu razem ze sobą zmieszanym co dało okropny smród. W dodatku w środku jest strasznie duszno, więc brakuje tu tlenu. Najchętniej wróciła bym już do domu i poszła pod chłodny prysznic. Usiadłam na kanapie obok Amy a kilka minut później dosiadł się Justin obok mnie. Trochę za blisko więc przesunęłam się w stronę Amy. Chłopak to zauważył i udał obrażonego. Był już wyraźnie podchmielony i trąciło od niego lekko alkoholem. Ale mimo wszystko nadal zachowywał się normalnie i chyba świadomie.
O dwunastej postanowiłam już wrócić do domu. Wstałam z kanapy, na której praktycznie cały czas siedziałam i pożegnałam się z Amy. Wyszłam z budynku i zaczęłam myśleć jak się dostać do domu. Tego nie przemyślałam. Stałam sama i... myślałam. Myślałam nad moją głupotą. Nagle ktoś złapał mnie w talii, przyciągnął do siebie i pocałował w szyję. Szybko się wyrwałam wystraszona.
-Podwiozę Cię.-powiedział.
-Justin jesteś pijany. Nie możesz jechać, a jeśli jesteś takim idiotą to jedź, ale zapomnij o tym, że z tobą wsiądę.-Powiedziałam pewnie.-Cześć.-Powiedziałam nie patrząc więcej na niego i odeszłam. Ruszyłam w stronę uliczki, którą tu przyjechaliśmy. Co jest najgorsze? Że jest ciemno jak w kanałach i nie dokładnie pamiętam drogę. Ale zrobiło się jeszcze gorzej. Zobaczyłam z oddali sylwetkę dobrze zbudowanego mężczyzny. Zaczęłam modlić się w myślach, żeby móc przejść obok niego bez słowa i dojść w spokoju chociażby do drogi. Przechodząc obok niego opuściłam lekko głowę i zacisnęłam piąstki. Na moje szczęście mężczyzna nie zwrócił na mnie większej uwagi i dał mi iść dalej w spokoju. Przez kolejne kilka minut szłam w spokoju, kiedy zaczęłam słyszeć za sobą kroki. Przyśpieszyłam trochę tempa. Ale kroki nadal były za mną. Dostałam napadu paranoi. Co jeśli to jakiś pedofil i chce mnie zaciągnąć do lasu, zgwałcić a później zabić? Albo co jeśli chce mnie torturować? A później chcieć za mnie okup? A jeśli go nie dostaną to będą mnie bić? Torturować? Nie to się nie ma miejsca stać. Jeszcze szybciej przyśpieszyłam nie odwracając się do tyłu. Kroki ustały a ja odetchnęłam z ulgą ale nie całkowitą. Nadal byłam w ciemnej uliczce a dookoła mnie był jedynie las. Z lewej las, z prawej las a przede mną ciemna nie oświetlona ścieżka. Odwróciłam się ponownie i zobaczyłam sylwetkę chłopaka, który był cały czas bliżej mnie. Obróciłam się aby ponownie zobaczyć czy ten ktoś za mną idzie. Szedł. A kto to szedł? Justin. Wkurwiłam się.
-Czemu za mną idziesz?-Zapytałam z wyrzutem stojąc i gapiąc się jak głupia na chłopaka, który jak gdyby nigdy nic.
-Chciałem się upewnić, ze bezpiecznie dojdziesz do domu.
-Ah i dlatego mnie śledzisz? Nie mogłeś mnie po prostu odprowadzić?-Zapytałam a chłopak nic tylko wzruszył ramionami. Przewróciłam oczami i wróciłam do dalszej wędrówki. Justin podszedł do mojego boku i szliśmy tak w ciszy. Bardzo niekomfortowej ciszy, ale Justin nie wyglądał na jakoś specjalnie spiętego. Traktował to tak jakbyśmy się znali od nie wiadomo jakiego czasu i po prostu mnie odprowadzał do domu. Za to ja... ja się czułam jakby miały mi pęknąć każde ścięgno i każdy mięsień. Po nie całych 3... może 4 minutach wyszliśm w końcu z tej ciemnej uliczki na główną drogę.
-Um... Justin?-Ten w odpowiedzi tylko na mnie spojrzał.-Wiesz może jaka to ulica?-chłopak dziwnie na mnie spojrzał.-Chce zamówić taksówkę i jakby...nie wiem gdzie.-on tylko wzruszył ramionami i szedł dalej jak gdyby nigdy nic.-Język połknąłeś czy jak?-wkurzało mnie to zachowanie jego. Mógł po prostu mi odpowiedzieć najnormalniej na świecie a nie tylko pokazywać jakieś dziwne miny i wzruszać ramionami. Stanęłam w miejscy i wyciągnęłam telefon z kieszonki. Justin zorientował się po chwili.
-Idziesz?-zapytał. Oh jednak nie połknął...
-Nie zadzwonię do cioci i ona po mnie przyjedzie, proste.
-A skąd ona ma wiedzieć, gdzie niby jesteś?-Podszedł do mnie, bliżej. Troszkę za blisko. Zrobiłam nieznaczny krok do tyłu.
-Ona mieszka tu od zawsze, na pewno będzie wiedziała gdzie jestem jeśli jej opiszę co widzę.-Wzruszyłam ramionami.
-Okej... -Zrobił kolejny krok w moją stronę, a ja znów do tyłu. Zaczęłam się czuć nie komfortowo.-A nie wolałabyś, żebym to ja Cię odprowadził albo...-kolejny jego krok w przód a mój w tył-...Od razu pójdziemy do mnie...-chciałam zrobić kolejny krok w tył ale on złapał mnie za talię i przyciągnął do siebie, próbowałam się wyrwać, ale nie miałam wystarczająco siły.
-Nie...Ju..-złączył nasze usta w pocałunku, którego się wcale nie spodziewałam, nie skąd... (sarkazm) Odsunęłam się najszybciej jak się dało.-Nie rób tego.
-Dlaczego? Nie mów, ze Ci się nie podobam, bo wiem, że skłamiesz.
-Bo. Ty. Masz. Dziewczynę. Nie wiem czy jeszcze nie zauważyłeś ale ona mnie chyba nie lubi? Puść mnie.-Jak powiedziałam, tak zrobił co mnie dziwi, że tak szybko odpuścił. Poprawiłam się i szybko poszłam w tą stronę, którą mniej więcej kojarzyłam, że przyjechaliśmy, a po za tym Justin szedł na początku w tą stronę więc... Nawet mnie nie próbował zatrzymywać co było plusem, po prostu wrócił stamtąd skąd przyszliśmy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę krótki i po MEGA przerwie ale jest i następny się raczej tez szybko nie pojawi więc... przepraszam
-O czym chcesz pogadać?-zaczęłam
-Początkowo chciałam Cię ponownie ochrzanić.-A to mi nowość.-Pewnie nawet wiesz, że o Justina.-Yhym...-Ale widziałam was już na początku jak się wyrwałaś od niego i mogę z bólem serca stwierdzić, że źle Cię oceniłam. Znaczy nie powinnam na Ciebie naskakiwać. Po prostu, bałam się, że mi odbierzesz Justina.-Aha i dlatego postanowiła na mnie nawrzeszczeć i mnie ciągnąć za włosy. Nie wiem czy się nie mylę ale chyba ma nierówno pod sufitem.
-Rozumiem, zazdrość rządzi się swoimi zasadami.-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem zaciągając się papierosem.
-Nie byłam zazdrosna.-szybko dodała również zaciągając się dymem.
-Cokolwiek.
-To, że Cię przeprosiłam...
-E e e. Poprawka, nie przeprosiłaś tylko powiedziałaś, że się myliłaś.-szybko jej przerwałam i znów zaciągnęłam się dymem.
-Nie ważne...-przewróciła oczami.- Cokolwiek... to nie znaczy, że Cię lubię.-dziewczyna dziwnie gestykulowała rękoma.
-I Vice versa.-powiedziałam po czym rzuciłam niedopałek na ziemię i wróciłam do środka. Od jutra wracam do starego życia. Chyba. Weszłam do pomieszczenia, w którym wcześniej się znajdowałam i uderzył mnie mocny zapach alkoholu, dymu i potu razem ze sobą zmieszanym co dało okropny smród. W dodatku w środku jest strasznie duszno, więc brakuje tu tlenu. Najchętniej wróciła bym już do domu i poszła pod chłodny prysznic. Usiadłam na kanapie obok Amy a kilka minut później dosiadł się Justin obok mnie. Trochę za blisko więc przesunęłam się w stronę Amy. Chłopak to zauważył i udał obrażonego. Był już wyraźnie podchmielony i trąciło od niego lekko alkoholem. Ale mimo wszystko nadal zachowywał się normalnie i chyba świadomie.
O dwunastej postanowiłam już wrócić do domu. Wstałam z kanapy, na której praktycznie cały czas siedziałam i pożegnałam się z Amy. Wyszłam z budynku i zaczęłam myśleć jak się dostać do domu. Tego nie przemyślałam. Stałam sama i... myślałam. Myślałam nad moją głupotą. Nagle ktoś złapał mnie w talii, przyciągnął do siebie i pocałował w szyję. Szybko się wyrwałam wystraszona.
-Podwiozę Cię.-powiedział.
-Justin jesteś pijany. Nie możesz jechać, a jeśli jesteś takim idiotą to jedź, ale zapomnij o tym, że z tobą wsiądę.-Powiedziałam pewnie.-Cześć.-Powiedziałam nie patrząc więcej na niego i odeszłam. Ruszyłam w stronę uliczki, którą tu przyjechaliśmy. Co jest najgorsze? Że jest ciemno jak w kanałach i nie dokładnie pamiętam drogę. Ale zrobiło się jeszcze gorzej. Zobaczyłam z oddali sylwetkę dobrze zbudowanego mężczyzny. Zaczęłam modlić się w myślach, żeby móc przejść obok niego bez słowa i dojść w spokoju chociażby do drogi. Przechodząc obok niego opuściłam lekko głowę i zacisnęłam piąstki. Na moje szczęście mężczyzna nie zwrócił na mnie większej uwagi i dał mi iść dalej w spokoju. Przez kolejne kilka minut szłam w spokoju, kiedy zaczęłam słyszeć za sobą kroki. Przyśpieszyłam trochę tempa. Ale kroki nadal były za mną. Dostałam napadu paranoi. Co jeśli to jakiś pedofil i chce mnie zaciągnąć do lasu, zgwałcić a później zabić? Albo co jeśli chce mnie torturować? A później chcieć za mnie okup? A jeśli go nie dostaną to będą mnie bić? Torturować? Nie to się nie ma miejsca stać. Jeszcze szybciej przyśpieszyłam nie odwracając się do tyłu. Kroki ustały a ja odetchnęłam z ulgą ale nie całkowitą. Nadal byłam w ciemnej uliczce a dookoła mnie był jedynie las. Z lewej las, z prawej las a przede mną ciemna nie oświetlona ścieżka. Odwróciłam się ponownie i zobaczyłam sylwetkę chłopaka, który był cały czas bliżej mnie. Obróciłam się aby ponownie zobaczyć czy ten ktoś za mną idzie. Szedł. A kto to szedł? Justin. Wkurwiłam się.
-Czemu za mną idziesz?-Zapytałam z wyrzutem stojąc i gapiąc się jak głupia na chłopaka, który jak gdyby nigdy nic.
-Chciałem się upewnić, ze bezpiecznie dojdziesz do domu.
-Ah i dlatego mnie śledzisz? Nie mogłeś mnie po prostu odprowadzić?-Zapytałam a chłopak nic tylko wzruszył ramionami. Przewróciłam oczami i wróciłam do dalszej wędrówki. Justin podszedł do mojego boku i szliśmy tak w ciszy. Bardzo niekomfortowej ciszy, ale Justin nie wyglądał na jakoś specjalnie spiętego. Traktował to tak jakbyśmy się znali od nie wiadomo jakiego czasu i po prostu mnie odprowadzał do domu. Za to ja... ja się czułam jakby miały mi pęknąć każde ścięgno i każdy mięsień. Po nie całych 3... może 4 minutach wyszliśm w końcu z tej ciemnej uliczki na główną drogę.
-Um... Justin?-Ten w odpowiedzi tylko na mnie spojrzał.-Wiesz może jaka to ulica?-chłopak dziwnie na mnie spojrzał.-Chce zamówić taksówkę i jakby...nie wiem gdzie.-on tylko wzruszył ramionami i szedł dalej jak gdyby nigdy nic.-Język połknąłeś czy jak?-wkurzało mnie to zachowanie jego. Mógł po prostu mi odpowiedzieć najnormalniej na świecie a nie tylko pokazywać jakieś dziwne miny i wzruszać ramionami. Stanęłam w miejscy i wyciągnęłam telefon z kieszonki. Justin zorientował się po chwili.
-Idziesz?-zapytał. Oh jednak nie połknął...
-Nie zadzwonię do cioci i ona po mnie przyjedzie, proste.
-A skąd ona ma wiedzieć, gdzie niby jesteś?-Podszedł do mnie, bliżej. Troszkę za blisko. Zrobiłam nieznaczny krok do tyłu.
-Ona mieszka tu od zawsze, na pewno będzie wiedziała gdzie jestem jeśli jej opiszę co widzę.-Wzruszyłam ramionami.
-Okej... -Zrobił kolejny krok w moją stronę, a ja znów do tyłu. Zaczęłam się czuć nie komfortowo.-A nie wolałabyś, żebym to ja Cię odprowadził albo...-kolejny jego krok w przód a mój w tył-...Od razu pójdziemy do mnie...-chciałam zrobić kolejny krok w tył ale on złapał mnie za talię i przyciągnął do siebie, próbowałam się wyrwać, ale nie miałam wystarczająco siły.
-Nie...Ju..-złączył nasze usta w pocałunku, którego się wcale nie spodziewałam, nie skąd... (sarkazm) Odsunęłam się najszybciej jak się dało.-Nie rób tego.
-Dlaczego? Nie mów, ze Ci się nie podobam, bo wiem, że skłamiesz.
-Bo. Ty. Masz. Dziewczynę. Nie wiem czy jeszcze nie zauważyłeś ale ona mnie chyba nie lubi? Puść mnie.-Jak powiedziałam, tak zrobił co mnie dziwi, że tak szybko odpuścił. Poprawiłam się i szybko poszłam w tą stronę, którą mniej więcej kojarzyłam, że przyjechaliśmy, a po za tym Justin szedł na początku w tą stronę więc... Nawet mnie nie próbował zatrzymywać co było plusem, po prostu wrócił stamtąd skąd przyszliśmy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę krótki i po MEGA przerwie ale jest i następny się raczej tez szybko nie pojawi więc... przepraszam
